Photobucket





MAZURY


Link 15.10.2009 :: 23:39 Komentuj (0)


RODOS


Link 17.10.2009 :: 17:38 Komentuj (0)
Yia Sou. Jedno jest pewne, ciekawa wyspa, dużo wrażeń i akcji. Zarówno na północy jak i na Prasonisi. Zarówno na wodzie jak i w ciągu dnia i w nocy. Na nogach zostało trochę blizn po niegojonych w słonej wodzie ranach. Ale to dobrze, jest co wspominać. Wybór zdjęć z lat 2006-2009. Mam nadzieję, że kolejna wizyta będzie bardziej obfita w zdjęcia, szczególnie przydało by się też uwiecznić nieco akcji na wodzie. Jamas










na czym siedzi Bosman?




Prasonisi ewakuacja







ATHENS


Link 20.10.2009 :: 18:22 Komentuj (0)



Ateny. Ale najpierw spotkanie z porankiem za bramą portu Pireus. Kilka euro w kieszeni plus nadłamana karta płatnicza, niezbyt zasobna finansowo. Kilka godzin do odlotu samolotu do Paryża, czekać na terminalu czy zwiedzać miasto? Miasto! Przypłynąłem promem Blue Star z Rodos. Podróż do Warszawy z przystankiem w Atenach, dalej w Paryżu okazała się jedyną możliwością. I bardzo dobrze. Ateny pokazały mi inne oblicze Grecji, znanej do tej pory wyłącznie z ciepłego ,fajnego charakteru wyspy Rodos. Szybkie tempo, wielka przestrzeń miejska, totalny mess. Aby dotrzeć do centrum Aten musiałem przetransportować się z portowego miasta Pireus gdzie dobijają promy. Same Ateny nie posiadają dostępu do morza. Stojąc z walizką, za portową bramą pierwszym obrazem kontynentalnej Grecji ukazała się cztero, czy nawet sześcio pasmowa, bardzo ruchliwa ulica, przekraczana gdzie popadnie, pomiędzy samochodami, przez przyjezdnych. Iść w lewo jak reszta, w prawo jak reszta, czy przez ulicę jak cała reszta? Przez ulicę wiadomo. Dotarłem do stacji Metra. Szczęśliwie dla mnie i moich funduszy jednorazowy bilet do Aten kosztował raptem 20 euro centów. Po konsultacjach z młodym lokalesem wysiadłem na środkowej stacji. Skrzynka przechowująca bagaż kosztowała mnie już 3 euro co sprawiło, że na podróż do odległego o 1,5 godziny lotniska mogłem przeznaczyć pozostałe 3 euro. Wychodząc z podziemi znalazłem się w sercu Aten z widokiem na górujący w oddali Akropol. Nie mając zamiaru wizty na samej górze, skierowałem się, mimo to, w jej stronę. Jedno pragnienie? Ciepła latte! Na sprzedawane nieopodal winogrona nie było mnie już stać. Szczęśliwie udało się znaleźć klimatyczną kawiarnię przyjmującą płatność kartą płatniczą.  Spacer o poranku przez Ateny okazał się całkiem sympatyczny. Ponownie w pojedynką przez kamieniczne uliczki. Cały czas pod górę ku Akropolowi, nagle znalazłem się na jego szczycie. Legitymacja studencka umożliwiła mi bezpłatną wizytę w murach Akropolu. Górując nad Atenami roztaczał się widok na morze białych małych  domków. Ateny, jak się okazało z góry, to ogromne miasto. Słońce zaczęło przygrzewać co oznaczało, że zbliża się południe. Czas na samolot. Na miejscu powinien już czekać Bosman. Odnalezienie przechowalni okazało się jednak nie tak proste. Obierając inną drogę zwiedziłem na szybko ogromny targ rybny. Niebawem dotarłem na plac, na którym wysiadłem. Posiadał kilkanaście wejść do podziemi stacji. Mnie czas zaczął naglić na lotniskowy autobus. Wejście do podziemi metra udało mi się szczęśliwie odszukać dzięki fotografii wykonanej w lustrze przy wyjściu, gdzie widniały dwie litery.. NK. Mogło to oznaczać baNK i tak też drogą dedukcji trafiłem do odpowiedniego zejścia. Szybko na autobus, kilka przecznic dalej. Niestety na pociąg na lotnisko nie było mnie już stać - 6 euro. Bus - 3,5. Byłem już na minusie. Dzięki uprzejmości pani sprzedającej bilety, dostałem 50 centowy rabat. Dotarłem na lotnisko, drobne zakupy nadłamaną kartą na bezcłówce. Bosmana znalazłem śpiącego na terminalu hehe. Dalej do Paryża...













">



















">








MALMÖ


Link 28.10.2009 :: 23:20 Komentuj (0)





Gaby and the Guns - Hemlighet from Olof Werngren on Vimeo.

">


 



3#, 4# Zenit TTL + Pentacon 29/2.8


PARYŻ NAD TAMIZĄ


Link 29.10.2009 :: 00:12 Komentuj (0)
Wciąż wygrzani greckim słońcem, dotarliśmy z Aten prosto do stolicy
Francji. Miasta nad piękną Tamizą -jak to określił Bosman. Po chwili
ciszy i zastanowienia, wsłuchując się w stukot kół pociągu którym
codziennie mieliśmy podróżować z Tournan en Brie do centrum Paryża, udało nam
się skorygować lokalizację. Dotarliśmy nad Sekwanę, drugi przystanek na
powrotnej drodze do Warszawy. Paryż zastaliśmy skąpany w rosie, lekko
schłodzony pierwszymi przymrozkami. Nie planując wizyty w żadnym
podobnym regionie mało pociesznym okazał się fakt, że nasza garderoba
składała się w głównej mierze z boardshortów, spodenek, lekkich
koszulek, japonek itp. Nie noszone od dwóch miesięcy buty po kilku
godzinach wytrwałego marszu przez Paryż, szybko dały o sobie
przypomnieć prezentując nam mocno obtarty naskórek. Bez książkowego przewodnika, nie zważając na przeciwności
losu, w plątaninie korytarzy paryskiego metra szybko ustaliliśmy
targety na nadchodzące dni. Za pierwszy i ostatni cel postawiliśmy
sobie rozsunięcie metalowej konstrukcji przysłaniającej Luwr, chyba Luwr. Konstrukcja okazała się mocno osadzona! Do tej pory nie
poznaliśmy genezy jej lokacji. Pobyt w królestwie wina, serów i
bagietek upłynął nam pod znakiem zwiedzania. Naturalnie najwiekszą atrakcją okazało się rozpieczętowanie butelki wytrawnego wina, chwilę po namacalnym
zwiedzeniu Luwru. Namacalnym, ponieważ tym razem udało nam się jedynie
przytulić do piramid górujących nad muzem. Obrazy i kto wie co jeszcze
zostawiliśmy na przyszłą wizytę. Największą radość sprawiła nam
jednak i oczywiście wizyta w, zdaje się, największym Quiksilverze jaki
wydała Francja! Merci! Nie mniejszy uśmiech wywołała na naszych
twarzach adaptacja "loga" Quiksilvera :) której cyknęliśmy fotkę w
galerii sztuki współczesnej przy Champs Elysees. W ramach zapoznania
się z życiem nocnym, nie pozwoliliśmy sobie odmówić udziału erasmusowej imprezie w klubie Dublex. Pomimo przyprawiającej o
podwyższone ciśnienie ceny za wstęp do klubu, wypad zaliczamy do jak
najbardziej udanych. Gorąco polecam imprezy dla erasmusów! Pomimo
gołego portfela i mało zasobnej karty płatniczej wypłukanej po pobycie
na Rodos, pobyt w Paryżu okazał się bardzo atrakcyjny. Spontaniczne
poszukiwanie strefy imprezowej, jogging ku ostatniemu pociągowi metra,
jazda samochodem rodem z filmu Taxi, spacery w okolicach Notre Dame do
białego rana, bagietka prosto z pieca o świcie oraz doskonałe
wino, pomimo hiperdrogiej kawy Starbucks, na pewno ściągną mnie jeszcze
kiedyś do Paryża! Gorące podziękowania i pozdrownienia składam rodzinie
Bosmana, która wygodnie i bardzo sympatycznie nas ugościła!









                                       
massive monument


BIG BOX. by Jędrzęj Ciempiel







O mnie

Archiwum

2018
2017
2016
2015
2014
2013
2012
2011
2010
2009
grudzień
listopad
październik

Kategorie

Push The Tempo (klisza)(1)
PEOPLE IV (klisza)(13)
PEOPLE III (klisza)(20)
PEOPLE II (klisza)(20)
PEOPLE I (klisza)(20)
CABO VERDE (Fuji)(1)
RODOS, ATENY (Fuji)(2)
PARYŻ, MALMö (Fuji)(2)
HEL, MAZURY (Fuji)(2)
NEONY (klisza)(3)
RÓŻNE (klisza)(8)
VARSOVIA (klisza)(12)

[Księga gości]

Linki


cammarao design
Pita Party
surfrider foundation
Beta Anna



kopiowanie, wykorzystywanie, przetwarzanie zdjęć bez zgody autora zabronione

kontakt: oktawian.gornik@gmail.com

powered by Ownlog.com & Fotolog.pl


free counters