Wciąż wygrzani greckim słońcem, dotarliśmy z Aten prosto do stolicy
Francji. Miasta nad piękną Tamizą -jak to określił Bosman. Po chwili
ciszy i zastanowienia, wsłuchując się w stukot kół pociągu którym
codziennie mieliśmy podróżować z Tournan en Brie do centrum Paryża, udało nam
się skorygować lokalizację. Dotarliśmy nad Sekwanę, drugi przystanek na
powrotnej drodze do Warszawy. Paryż zastaliśmy skąpany w rosie, lekko
schłodzony pierwszymi przymrozkami. Nie planując wizyty w żadnym
podobnym regionie mało pociesznym okazał się fakt, że nasza garderoba
składała się w głównej mierze z boardshortów, spodenek, lekkich
koszulek, japonek itp. Nie noszone od dwóch miesięcy buty po kilku
godzinach wytrwałego marszu przez Paryż, szybko dały o sobie
przypomnieć prezentując nam mocno obtarty naskórek. Bez książkowego przewodnika, nie zważając na przeciwności
losu, w plątaninie korytarzy paryskiego metra szybko ustaliliśmy
targety na nadchodzące dni. Za pierwszy i ostatni cel postawiliśmy
sobie rozsunięcie metalowej konstrukcji przysłaniającej Luwr, chyba Luwr. Konstrukcja okazała się mocno osadzona! Do tej pory nie
poznaliśmy genezy jej lokacji. Pobyt w królestwie wina, serów i
bagietek upłynął nam pod znakiem zwiedzania. Naturalnie najwiekszą atrakcją okazało się rozpieczętowanie butelki wytrawnego wina, chwilę po namacalnym
zwiedzeniu Luwru. Namacalnym, ponieważ tym razem udało nam się jedynie
przytulić do piramid górujących nad muzem. Obrazy i kto wie co jeszcze
zostawiliśmy na przyszłą wizytę. Największą radość sprawiła nam
jednak i oczywiście wizyta w, zdaje się, największym Quiksilverze jaki
wydała Francja! Merci! Nie mniejszy uśmiech wywołała na naszych
twarzach adaptacja "loga" Quiksilvera :) której cyknęliśmy fotkę w
galerii sztuki współczesnej przy Champs Elysees. W ramach zapoznania
się z życiem nocnym, nie pozwoliliśmy sobie odmówić udziału erasmusowej imprezie w klubie Dublex. Pomimo przyprawiającej o
podwyższone ciśnienie ceny za wstęp do klubu, wypad zaliczamy do jak
najbardziej udanych. Gorąco polecam imprezy dla erasmusów! Pomimo
gołego portfela i mało zasobnej karty płatniczej wypłukanej po pobycie
na Rodos, pobyt w Paryżu okazał się bardzo atrakcyjny. Spontaniczne
poszukiwanie strefy imprezowej, jogging ku ostatniemu pociągowi metra,
jazda samochodem rodem z filmu Taxi, spacery w okolicach Notre Dame do
białego rana, bagietka prosto z pieca o świcie oraz doskonałe
wino, pomimo hiperdrogiej kawy Starbucks, na pewno ściągną mnie jeszcze
kiedyś do Paryża! Gorące podziękowania i pozdrownienia składam rodzinie
Bosmana, która wygodnie i bardzo sympatycznie nas ugościła!









                                       
massive monument


BIG BOX. by Jędrzęj Ciempiel





Name:

Komentarze: